Natural Experience: żele do mycia twarzy

Zapraszam Was na piąty wpis z cyklu Natural Experience, czyli z serii poświęconej przeglądowi przetestowanych przeze mnie kosmetyków z danej kategorii. Pozostałe wpisy o pomadkach, dezodorantach, kremach pod oczy i szamponach w płynie znajdziecie pod podanymi linkami. 

Przypominam, że w serii NE kosmetyki ułożone są według marek w kolejności alfabetycznej, ceny są zaokrąglone i służą tylko zobrazowaniu rzędu wielkości, a składy są cytatami z egzemplarzy, które miałam. Składy i ceny mogą ulegać zmianom, więc zachęcam do samodzielnej weryfikacji przed zakupem. 

Alkemie, Rise and shine
250 ml    ok. 50 zł

Rise and Shine to żel o cudownym zapachu mango. Jest łagodny, ale odrobinkę mocniejszy niż enzymatyczny żel Vianek. Jeśli tamten był dla Was zbyt delikatny –  tutaj możecie być zadowoleni. Jeśli tamten nie odpowiadał Wam zapachowo – tu mamy urocze tropikalne mango, które łatwo polubić. Substancjami myjącymi są tu glukozydy, czyli jedne z najłagodniejszych detergentów. U mnie doskonale sprawdzają się myjadła, które właśnie bazują wyłącznie na tychże detergentach. Żel jest także wzbogacony m.in.: o ekstrakty z rabarbaru, alg, ostropestu, bazylii oraz ekstrakt i olej z nasion marchwi. No, bardzo bardzo przyjemny kosmetyk, zarówno do mycia twarzy rano jak i wieczorem.  

INCI: Aqua, Decyl Glucoside, Lauryl Glucoside, Glycerin, Rheum Palmatum Extract, Enteromorpha Compressa Extract, Silybum Marianum Fruit Extract, Ocimum Sanctum Leaf Extract, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Daucus Carota Sativa (Carrot) Seed Oil, Daucus Carota Sativa (Carrot) Root Extract, Beta-Carotene, Ascorbyl Palmitate, Propanediol, Citric Acid, Lactic Acid, Xanthan Gum, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol, Parfum, D-Limonene, Mica, Titanium Dioxide.

Andalou, Creamy cleanser z witaminą C
178 ml    ok. 50 zł

Creamy cleanser –  faktycznie był kremowy, biały i gęstszy niż normalne żele. Czy to znalazło jakieś przełożenie na jego wydajność i sposób użycia? Nie zauważyłam. Stosowałam go taką porcję jak każdego innego żelu, nie pienił się też jakoś szczególnie mocniej. Kremowa konsystencja nie sprawiła również, że był jakiś ultradelikatny. Zapach to takie gorzkie cytrusy z naciskiem na gorzkie. Nie nazwałabym tej nutki ładną, była znośna.
Czy żel rzeczywiście zapewnia rozjaśnienie ? Hm… no nie. Nic takiego nie zauważyłam. Ładny blask i świeżość to dawał skórze Avalon, również z witaminą C. Tu jest poprawny żel, który po prostu myje skórę bez podrażnień. Nie ma się za bardzo do czego przyczepić. Ale i nie ma ten produkt w sobie tego czegoś, co by mnie chwyciło za serce. Taki trochę nijaki, bez wyrazu… To już zresztą drugie moje myjadło tej marki, wcześniej miałam piankę, i o obydwu tych kosmetykach mam podobne zdanie. Choć jednak piankę lubiłam bardziej. 

INCI: Aloe Barbadensis Leaf Juice*, Purified Water (Aqua), Sodium Olefin Sulfonate, Sorbitol, Cetyl Alcohol, Stearyl Alcohol, Cocamidopropyl Betaine, Vegetable Glycerin, Magnesium Ascorbyl Phosphate (Vitamin C), Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil*, Stearic Acid, Panthenol, Manuka Honey, Citrus Medica Limonum (Meyer Lemon) Fruit Juice*, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil*, Hippophae Rhamnoides (Sea Buckthorn) Fruit Oil*, Fruit Stem Cells (Malus Domestica, Solar Vitis) and BioActive Berry Complex*, Allantoin, Camellia Sinensis (White Tea) Leaf Extract*†, Hibiscus Sabdariffa Flower Extract*†, Tocopherol, Phenethyl Alcohol, Ethylhexylglycerin, Vanilla Isolates, Citrus Limon (Lemon) Peel Oil*, Cananga Odorata (Ylang Ylang) Flower Oil*. 

* Certified Organic Ingredients
†Fair Trade Ingredients

Babo, Delikatny żel do mycia twarzy
250 ml    ok. 50 zł

Ma plusy, drobne minusiki też, ale summa summarum żel Babo dostał się na listę moich ulubieńców. Do plusów na pewno zalicza się opakowanie – żel zapakowany jest w szkło. Solidne, grube, które przetrwało bliskie spotkanie trzeciego stopnia z kafelkami w łazience. Odpowiada mi pompka, to moje ulubione rozwiązanie przy żelach. Ta po jednorazowym naciśnięciu aplikuje dość małą ( jak na moje potrzeby) porcję, lubiłam brać dwie.

Produkt ma świetną konsystencję, jest żelowy w stopniu cudownie wypośrodkowanym. Aplikowany dłońmi nie pieni się mocno, Konjak robi z niego natomiast sporą pianę. Babo mieni się delikatnym i jest, choć w mojej prywatnej skali łagodnych żeli nie byłby pierwszym. Ale nie podrażnia, nie szczypie, nie ściąga skóry. Daje uczucie czystości, bez zająknięcia radzi sobie z olejami czy z cięższymi kremami. Jest żelem z kategorii, którą bardzo lubię, czyli nie ogranicza się składowo do detergentów (tu kokamidopropylobetaina i glukozyd laurowy), ale jest również wzbogacony o inne substancje m.in.: aloes, alantoina, betaina, beta – glukan, kwas laktobionowy, inulina, niacynamid, pantenol czy teraloza.

Niewątpliwą zaletą tego żelu, cechą rzadką, więc tym bardziej wartą podkreślenia, jest brak ( jakichkolwiek! nawet naturalnych) substancji zapachowych w składzie. Natomiast pocieszę fanów zapachowych kosmetyków… żel nieco pachnie! Bardzo, baaardzo delikatnie, ale czuje tam woń, która kojarzy mi się z papryką. Wiem, że niewiele osób tej mój pogląd podziela, ale ja znajduje tam miłą, łagodną paprykową poświatę zapachową. 

INCI: Aqua, Cocamidopropyl Betaine, Lauryl Glucoside, Glycerin, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Allantoin, Alpha-Glucan Oligosaccharide, Beta-Glucan, Betaine, Lactobionic Acid, Inulin, Nacinamide, Panthenol, Trehalose, Ctric Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate.

Bema Love Bio, Emulsja oczyszczająco – matująca do mycia twarzy
200 ml    ok. 70 zł

Emulsja oczyszczająco-matująca marki Bema ma za zadanie delikatnie oczyszczać skórę bez powodowania podrażnień. Poza detergentami skład wzbogacony jest o olej ze słodkich migdałów, glicerynę, ekstrakt z czerwonych alg, wyciąg ze skórki cytryny, olejek z drzewa herbacianego balsam kopaiwa i olej z orzechów brazylijskich. Emulsja ma żółty kolor i dość wodnistą konsystencję. Pieni się dając lekką, luźną i mocno napowietrzoną pianę. W zapachu dominuje przyjemna, kokosowa nutka.

Na pewno wadą tego produktu jest opakowanie. Raz, że jest to dość tandetny plastik i napisy ścierają się jak szalone – w momencie, gdy robiłam to zdjęcie, emulsja była mniej więcej po tygodniu użytkowania, a widzicie, jak wyglądała. Dwa, co ważniejsze, opakowanie jest na górze źle wyprofilowane i gromadzą się tam resztki produktu. A że emulsja, jak wspomniałam, ma żółty kolor, to całość dość szybko zaczyna wyglądać niezbyt estetycznie. 

Natomiast kosmetyk sam w sobie z pewnością jest godny uwagi. Istotnie, emulsja jest bardzo delikatna – nie podrażnia ani nie szczypie ani skóry ani oczu. Ostrożnie podchodziłabym natomiast do obietnicy matowienia. Na pewno bezpośrednio po użyciu stopień matu na skórze niczym się nie wyróżnia. Być może pod koniec opakowania faktycznie widziałam, że skóra mniej się przetłuszcza, ale wpływ na to mogły mieć także inne czynniki. 

INCI: Aqua/Water, Sodium Lauryl Glucose Carboxylate, Lauryl Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Prunus Amygdalus Dulcis* (Sweet Almond) Oil, Glycerin, Asparagopsis Armata Extract, Sodium Benzoate, Citrus Medica Limonum* (Lemon) Peel Extract, Benzyl Alcohol, Melaleuca Alternifolia* (Tea Tree) Leaf Oil, Copaifera Officinalis* (Balsam Copaiba) Resin, Bertholletia Excelsa Seed Oil*, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Dehydroacetic Acid, Citric Acid, Limonene**, Parfum/Fragrance.
* Wyprodukowane na plantacjach organicznych. 
** Esencje olejków organicznych.

Bielenda, Eco Nature żel do mycia twarzy detoksykująco – matujący
200 ml    ok. 20 zł

O tym żelu nie mogę złego słowa powiedzieć, za to mam wiele dobrych, którymi chciałabym go obdarować. Od pierwszej chwili między nami zaiskrzyło. Od kiedy pierwszy raz wyciśnięta pierwsza porcja żelu wylądowała po raz pierwszy w zagłębieniu mojej dłoni.

Wyciśnięta z wygodnej pompki, niezacinającej się i nieplującej. Porcja żelu odpowiednio gęstego, nie na tyle śliskiego, by uciekać, ale na tyle śliskiego, by płynnie rozprowadzać się na skórze. Porcja zelu odpowiednio się pieniącego, akurat na tyle, by móc ten produkt określić wydajnym. Porcja zelu delikatniego pachnącego naturalnym i miłym trawiasto – cytrynowym kokosem.

Po wylądowaniu: czy to na dłoni, by w pierwszym myciu usunąć preparat do demakijażu czy to na Konjaku, by w drugim myciu właściwym oczyścić skórę, robi swoją robotę skutecznie bez żadnych skutków ubocznych. Mimo ze okolice oczu należy nim teoretyczne omijać, ja go radośnie tam pchałam i nie płynęły łzy. Olejki, nawet te tłuste bez emulgatora, zmywał do cna. No, świetny jest, jak mówię, mogę go Wam serdecznie polecić, co też i czynię. 

INCI: Aqua (Water)*, Propanediol*, Glycerin*, Polyglyceryl-6 Caprylate*, Disodium Cocoyl Glutamate*, Coco Glucoside*,Xanthan Gum*, Camelia Sinensis (Green Tea) Leaf Water*, Cocos Nucifera (Coconaut) Water*, Cymbopogon Citratus (Lemon Grass) Extract*, Proline*, Tapiocha Starch*, Citric Acid*, Sodium Salicylate**, Sodium Benzoate**, Potassium Sorbate**, Benzyl Alcohol**, Parfum (Fragrance)*. 

* Składnik pochodzenia naturalnego.
**Składnik zapewniający trwałość kosmetyku i komfort aplikacji.  

D’Alchemy, Purifying facial cleanser
125 ml    ok. 90 zł

D' Alchemy to jeden z moich ulubionych żeli do mycia twarzy. Bardzo dobry, bo skuteczny i łagodny zarazem. O orzeźwiającym zapachu cytrusów. Dobrze oczyszcza i daje uczucie świeżości. Ten żel to nie tylko detergenty, ale również bogactwo dodatków – cytryna, pomarańcza, sok jabłkowy, algi, imbir, grejpfrut, brzoskwinia, papaja, granat… a to tylko część naturalnej armii. Bez dwóch zdań, polubiliśmy się. Bardzo przypomina mi kultowy, a niedostępny już niestety w Polsce, Avalon Intense Defense Cleansing Gel
 

INCI: Aqua, Sodium Cocoamphoacetate, Propanediol, Decyl Glucoside, Polyglyceryl,4 Laurate/Sebacate, Polyglyceryl,6 Caprylate/Caprate, Xanthan Gum, Citrus Paradisi (Grapefruit) Peel Oil, Citrus Reticulata (Mandarin) Peel Oil, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Peel Oil, Santalum Album (Sandalwood) Wood Oil, Chondrus Crispus (Red algae) Powder, Pyrus Malus (Apple) Juice, Prunus Persica (Peach) Juice, Triticum Vulgare ((Wheat) Seed Extract, Hordeum Vulgare (Barley) Extract, Panax Ginseng Root Extract, Citrus Grandis (Grapefruit) Fruit Extract, Carica Papaya Fruit Extract, Parfum, Punica Granatum (Pomegranate) Fruit Extract, Benzyl Alcohol, Hydrolyzed Algin, Zinc Sulfate, Acacia Concinna Fruit Extract, Balanites Aegyptiaca (Soap berry tree) Fruit Extract, Gypsophila Paniculata ((Baby’s breath) Root Extract, Juniperus Virginiana (Red cedar) Oil, Sodium Phytate, Glycerin, Glyceryl Undecylenate, Glyceryl Caprylate, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Alcohol, Lactic Acid, Salicylic Acid, Sorbic Acid, Linalool, Limonene.

Dr Organic, Skin Clear Deep Pore Face Wash
125 ml    ok. 35 zł

Nie wiem właściwie, jakiego słowa użyć na określenie tego myjadła. Chyba krem myjący to będzie nazwa najlepiej oddająca jego konsystencję. Bo na pewno nie jest to żel, o nie. Mleczko też nie, bo mleczko byłoby bardziej wodniste. Tu jest gęsty… no krem właśnie. Bardzo wydajny, bo wyciskam małą kulkę na Konjaka i to spokojnie starcza do umycia buzi. Z połączenia go z wodą robi się takie… mleczko. Potem pojawiają się jakieś zarodki piany, których nazwanie pianą byłoby mocno na wyrost. Co mnie jednak w ogóle nie przeszkadza. A co ciekawe, w wypadku tego myjadła, Konjak wcale nie powoduje jakiegoś znacznego wzmożenia tej … no piany!

Myjadło ma ładny, świeży zapach skórki cytrynowej. Ma też bardzo bogaty skład bazujący na soku aloesowym. Są łagodne detergenty oraz długa lista ekstraktów roślinnych i olejków oraz kwasy AHA i kwas salicylowy.

Ja stosowałam Dr Organic Face Wash wieczorem, zarówno w pierwszej fazie do ściągnięcia olejku po demakijażu jak i w drugiej – do właściwego mycia skóry. Sprawdziło mi się super. Poza tym, że bardzo skutecznie oczyszcza i nie wysusza, daje też fajne uczucie świeżości i, m.in. dzięki zawartości kwasu salicylowego, faktycznie z czasem zmniejsza widoczność porów i wyrównuje koloryt. 

INCI: Aloe barbadensis leaf juice, Sodium cocoyl isethionate, Stearic acid, Aqua, Glycerin, Glyceryl caprylate/caprate, Decyl glucoside, Citrus paradisi (Grapefruit) peel oil, Salicylic acid, Citrus limon (Lemon) peel oil, Rosmarinus officinalis (Rosemary) leaf oil, Vaccinium myrtillus (Bilberry) extract, Cucumis sativus (Cucumber) fruit extract, Citrus aurantifolia (Lime) oil, Melaleuca alternifolia (Tea tree) leaf oil, Saccharum officinarum (Sugar cane) extract, Salix alba (Willow) bark extract, Citrus aurantium dulcis (Orange) fruit extract, Citrus limon (Lemon) fruit extract, Chamomilla recutita (Matricaria) flower extract, Citrus paradise (Grapefruit) seed extract, Echinacea purpurea extract, Mentha spicata (Spearmint) herb oil, Acer saccharum (Sugar maple) extract, Benzyl alcohol, Xanthan gum, Guar hydroxypropyltrimonium chloride, Citric Acid, Lactic acid, Sodium hydroxide, Sorbic acid, Sodium phytate, Potassium sorbate, Sodium benzoate, Limonene. (Lactic Acid – Glycolic Acid – Citric Acid – Malic Acid – Tartaric Acid)*.

*Naturally occurring AHAs from Unique Botanical Complex.

Eco by Sonya Driver, Super Citrus Cleanser
175 ml    ok. 110 zł

Było tu 175 ml mojego szczęścia. Szczęścia pachnącego orzeźwiającymi cytrusami. Super Citrus Cleanser był dla mojej cery bardzo łagodny i nawet w dni, gdy gniewała się na cały świat, po spotkaniu z nim lekko się rozpromieniała. Dobrze domywał buzie, również po demakijażu olejkami bez emulgatorów. Zdarzało mi się go użyć dwa razy dziennie, rano i wieczorem i również przy zwiększonej podaży moja cera się nie złościła.

Żel nie należy do bardzo gęstych, ale wciąż trzyma się w ryzach, nie ucieka między palcami. Dobrze łączy się z wodą, ma fajny aksamitny poślizg – brzmi trochę jak oksymoron, ale silikonowy poślizg mógłby zabrzmieć deprymująco. A to produkt, który bardzo przyjemnie się rozprowadza. Zwykle aplikuje żele bezpośrednio na Konjaka, jednak w tym wypadku wolałam rozprowadzać go po buzi dłońmi, bo był to po prostu miły moment. Dopiero po rozprowadzeniu żelu dłońmi sięgałam po wilgotną gąbeczkę i przystępowałam do mycia skóry. Były to upojne chwile!

Na marginesie jeszcze dodam – ta nakrętka to tylko stylizowany na drewno plastik. Co mnie akurat cieszy, bo te drewniane nakrętki, pod którymi i tak plastik być musi, to dla mnie sztuka dla sztuki.

INCI: Aloe Barbadensis (Aloe) Leaf Juice*, Coco-Glucoside**, Glycerin, Aqua**, Sodium Levulinate**, Sodium Anisate**, Lemongrass (Cymbopogon Schoenanthus) Oil*, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Peel Oil*, Potassium Sorbate**, Xantham Gum**, Sodium Alginate**, Alcohol Sugar Derivered)**, Microcitrus Australis Fruit Extract**, Microcitrus Australasica Fruit Extract**, Citrus Glauca Fruit Exctract**, Citral**, Geraniol**, Limonene**. 

* Certyfikowane przez The Organic Food Chain Australia.
** Naturalne.

Fitokosmetik, C+ Citrus żel-energizer do mycia twarzy
240 ml    ok. 10 zł

Najtańszy żel z tego zestawienia. Biorąc pod uwagę pojemność, prawie trzykrotnie tańszy niż żele Sylveco czy Vianka. Fitocosmetic C+ Citrus Energizer to żel z witaminą C i tym właśnie przykuł moją uwagę. Poza nią w składzie jest sporo różnych innych fajnych rzeczy m.in.: ekstrakty np. ze słodkiej pomarańczy, mangostanu, zielonej herbaty, różeńca górskiego, jagód acai, flaszowca peruwiańskiego, a także papaina, koenzym Q10 czy kwasy AHA. Jeśli chodzi o detergenty, mamy tu trio: Sodium Cocoamphoacetate, Cocamidopropyl Betaine i Decyl Glucoside. W tej kompozycji detergenty te spisały się na mojej buzi bardzo dobrze. Bez uczucia ściągnięcia, bez wysuszania, z efektywnym, a przy tym łagodnym myciem.

Żel pachnie słodką pomarańczą. Zapach jest cytrusowy i słodkawy, nie z tych orzeźwiających, ale nie jest też jakiś mdląco słodki czy w ogóle silny. Delikatny i oryginalny. Konsystencję produkt ma żelową, ani nie jest zbyt rzadki ani specjalnie gęsty. Wygodny w użyciu, dobrze się łączy z wodą, pieni się przeciętnie, jak wiele innych, naturalnych żeli, czyli dość skromnie.

Pompka działa ok, choć plastik taki szajsowaty, bo w górnej części pękł przy połowie zużycia. No ale pompka zasysała dalej do końca, więc w sumie ok. I w sumie jestem z tego żelu zadowolona i bardzo polecam. Wiem też, że sporo osób kupiło go z mojego polecenia i również było sobie chwali. 

INCI: Aqua, Citrus Sinensis Peel Extract, Garcinia Mangostana extract, Sodium Cocoamphoacetate, Cocamidopropyl Betaine, Decyl Glucoside, Citrus Limon Peel Oil, AntiegEnz ( Glycerin, Camellia sinensis (Green tea) leaf extract, Rhodiola Rosea Roor Extract, Euterpe oleracea (acai) fruit extract, Papain, Anona Cherimolia Fruit Extract, Coenzyme Q10, Lipase, Ascorbic Acid, Rutin, Citric Acid, Malic Acid, Tartaric Acid, Glycolic Acid, Tocopheryl Acetate, Alpha-lipoic acid, Beta glucan), Ascorbic Acid Xanthan gum, Glycerin, Perfume, Citric Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Sorbic Acid, CI 19140.

Pure by Clochee, Nawilżająca emulsja oczyszczająca
200 ml    ok. 40 zł

O tym produkcie nie mam wiele do powiedzenia. Ani nie będę emulsji chwalić, ani nie będę jej krytykować. Nie mam na jej temat nic do powiedzenia poza tym, że po prostu nie byłam w stanie jej używać, ponieważ zapach był dla mnie nie do zniesienia… Ciężki, duszący, kwiatowy. Raz zastosowałam ten produkt do umycia twarzy i miałam wrażenie, że uduszę się w jego pianie… Musiałam ponownie umyć buzię innym żelem ( emulsja ma też właśnie konsystencję żelu), żeby pozbyć się tego zapachu ze skóry. A i tak mi się to do końca nie udało. 

INCI: Aqua, Cocamidopropyl Betaine, Lauryl Glucoside, Glycerin, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Tilia Cordata Flower Extract, Allantoin, Cucumis Sativus Fruit Extract, Panthenol, Algin, Lactic Acid, Xanthan Gum, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol, Parfum, Limonene, Linalool

Resibo, Naturalny żel myjący do twarzy z ekstraktem z brzoskwini
125 ml    ok. 40 zł

Byłam mocno rozczarowana zapachem tego żelu Resibo, ale jego działaniu zarzucić nic nie mogę. Żel jest łagodny, nie szczypie mnie w oczy, nie ściąga mi skóry, nawet przy używaniu dwa razy dziennie, co mi się parę razy z rzędu zdarzyło, gdy zabrałam go na wyjazd jako jedyne myjadło. A i jest skuteczny, domywa, co ma domyć. Skóra po nim nie jest, co prawda, jakaś super-hiper nie wiadomo jaka, ale jest czysta i nie wysuszona i nie muszę też w podskokach pędzić po krem czy jakieś smarowidło. Ale zapachu nie wybaczę mu nigdy. Marzyłam o brzoskwini, zaakceptowałabym jakąś owocową woń. A tu zapach jest taki babciny, jakiś kwiatowy… Co prawda, nie aż tak niestrawny dla mnie jak Pure By Clochee, którego w ogóle używać nie mogłam… Tu do Resibo z czasem się przyzwyczaiłam, ale polubić go dla mnie nie sposób.

INCI: Aqua, Caprylyl/Capryl Glucoside*, Glycerin, Sodium Cocoamphoacetate, Tapioca Starch*, Betaine*, Xanthan Gum*, Disodium Cocoyl Glutamate*, Parfum, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Sodium Cocoyl Glutamate*, Citric Acid, Prunus Persica Fruit Extract, Avena Sativa Kernel Extract, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Hexyl Cinnamal, Butylphenyl Methylpropional.

*Składniki certyfikowane.

Soraya Plante, Roślinny żel myjący do twarzy
150 ml    ok. 20 zł

Zainteresował mnie ten żel, bo ma łagodne detergenty, czyli glukozydy, które najbardziej lubię. Tytułowy aloes i biała herbata są tu w formie ekstraktów. Poza nimi i gliceryną skład jest nie jest rozbudowany – detergenty, rzecz jasna, stabilizatory, zagęszczacze, konserwant i substancja zapachowa. Nic, do czego można by się przyczepić, ale też nic, co można by specjalnie wychwalać.

Sam żel – jak żel. Przeźroczysty glutek. Konsystencja jest ok. Ani denerwująco rzadka ani zachwycająco gęsta. Pieni się przyzwoicie, dobrze się nim myje skórę, a i ja nie mam parcia na kłęby piany na twarzy. Niestety, zapach produktu, jak dla mnie, jest typowo drogeryjny, czyli sztuczny i dość mocny, choć nie jakiś bardzo gryzący. Nie czuje w nim ani aloesu ani białej herbaty. Z powodu tego zapachu zużyłam tylko połowę opakowania do mycia twarzy, a resztę jako żel do ciała. Ale muszę powiedzieć, że, poza zapachem, to naprawdę przyjemny żel. Delikatny, nie wysuszał mi skóry, nie dawał uczucia ściągnięcia. I… bardzo do mnie przemawia szata graficzna tego opakowania.

INCI: Aqua*, Coco-Glucoside*, Caprylyl/Capryl Glucoside*, Glycerin*, Xanthan Gum*, Camellia Sinensis Leaf Extract*, Aloe Barbadensis Leaf Extract*, Citric Acid*, Tetrasodium Glutamate Diacetate*, Sodium Benzoate, Parfum.

*Składniki naturalne i pochodzenia naturalnego.

Sylveco,  Rumiankowy żel do twarzy
150 ml    ok. 20 zł

Generalnie, jestem fanką wersji tymiankowej, ale żel rumiankowy zawiera 2% kwasu salicylowego, który rozpuszcza syf i pomaga odblokować ujścia gruczołów łojowych, a co za tym idzie wspomaga walkę z zaskórnikami. Dlatego, gdy jeden paskudny filtr zamienił moją cerę w pobojowisko tak pełne zaskórników jak pustynia piasku, sięgnęłam po żel rumiankowy. Moja cera kwasy w dalszych etapach pielęgnacji ( toniki, serum) znosi nienajlepiej, dlatego to właśnie myjadło ( lub ew. okazjonalnie maseczka) jest dobrym etapem, by te kwasy bez jakiegokolwiek dyskomfortu wprowadzić. Jeśli macie cerę wrażliwą, a jednocześnie skłonną do zanieczyszczania się, to myślę, że i dla Was, rumiankowy może być dobrym wyborem. 

INCI: Aqua, Lauryl Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Thymus Vulgaris Extract, Panthenol, Malic Acid, Sodium Bicarbonate, Sodium Benzoate, Thymus vulgaris (Thyme) Oil.

Sylveco,  Tymiankowy żel do twarzy
150 ml    ok. 20 zł

Kiedyś uwielbiałam ten żel. W czasach przedinstagramowych używałam go namiętnie butelka za butelką. Rumiankowy też lubiłam, ale jednak to tymianek bardziej mnie chwycił za serce. Powrót do dawnego ulubieńca po latach okazał się bardzo udany. Wiem, czemu go lubiłam. Tymiankowy ma świetny, prosty skład, odpowiednio gęstą, żelową konsystencję, jest bardzo łagodny ( według mnie łagodniejszy niż rumiankowy ), dobrze oczyszcza, zostawia skórę miękką i promienną, cudnie pachnie tytułowym tymiankiem. Nadal lubię ten żel i zaliczam go ścisłej czołówki do swoich ulubieńców. 

INCI: Aqua, Lauryl Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Thymus Vulgaris Extract, Panthenol, Malic Acid, Sodium Bicarbonate, Sodium Benzoate, Thymus vulgaris (Thyme) Oil.

Vianek, Enzymatyczny żel myjący do twarzy
150 ml    ok. 20 zł

Absolutnie genialny jest to produkt moim zdaniem. Cechuje go całkowity brak wad i szereg wspaniałych zalet, z których zdecydowanie najważniejszą jest ta, że żel jest ULTRA-HIPER-DELIKATNY. Jeśli lubicie efekt wypolerowej skóry, nie będziecie z niego zadowoleni. Ale jeśli macie cerę naczynkową i/lub bardzo wrażliwą i często po myciu towarzyszy Wam uczucie ściągnięcia, enzymatyczny Vianek ma szansę okazać się strzałem w dziesiątkę. U mnie się okazał. Po umyciu nim twarzy czuć, że skóra jest oczyszczona dokładnie, ale nie agresywnie. Nie jest napięta ani wysuszona, tylko miękka i świetlista. 

Źródło tego sukcesu tkwi, oczywiście, w składzie. Żel zawiera tylko jeden detergent- glukozyd kokosowy, a moja skóra glukozydy ukochała sobie bardzo. Do tego bromelaina, czyli ten sam enzym, który znajduje się w uwielbianych przeze mnie peelingach enzymatycznych. Dalej m.in.: gliceryna, pantenol, ekstrakt z owoców czarnej porzeczki, kwas migdałowy czy olejek z rumianku. Do tego nienarzucający się zapach i wygodne opakowanie z pompką. Obok duetu od Sylveco to moje kolejne, ulubione myjadełko z tych polskich, łatwo dostępnych i przystępnych cenowo.

INCI: Aqua, Glycerin, Coco-Glucoside, Bromelain, Panthenol, Propanediol, Ribes Nigrum Seed Extract, Mandelic Acid, Xanthan Gum, Cyamopsis Tetragonoloba Gum, Sodium Benzoate, Chamomilla Recutita Oil, Parfum.

POPULARNE POSTY

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

You cannot copy content of this page
Ta strona wykorzystuje pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie.
Ta strona wykorzystuje pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie.