Ulubieńcy czerwca

Czerwiec obfitował w ciepłe dni i tak się fortunnie złożyło, że i ulubieńcy obfitują w produkty, które na ciepłe dni będą jak znalazł. Lekkie, a zarazem odżywcze i dobrze nawilżające smarowidła do twarzy i ciała. Maseczka, która pozwoli ograniczyć pielęgnację do minimum. Czy bardzo nietypowa, jak na mnie, kategoria, czyli krem do stóp. Jeśli jesteście ciekawi szczegółów, zapraszam do lektury. 

Bio Happy, Masło do ciała Date & Vanilla

Urokliwe ciałkowe mazidło. „Bogate, kremowe i nietłuste masło, które głęboko odżywia i nawilża (…) pozostawia Twoją skórę gładką i jedwabiście pachnącą owocowo – waniliowymi nutami ” – tak je opisuje producent. Zgadzam się w 100%. No może w 99%, bo jak skóra może pachnieć jedwabiście.

Jedwabistą i gładką jest natomiast w dotyku, jest również dobrze odżywiona i nawilżona, masło nie wymagało ode mnie stosowania pod spód dodatkowych humektantów. W pełni się zgadzam z tymi trzema przymiotnikami opisującymi formułę. Chciałbym tylko dodać, że masło wymaga poświęcenia mu chwili w czasie aplikacji, bo smuży. Rekompensuje to bardzo dobrą wydajnością.

Ma też piękny zapach, nie wiem, jakie owoce tu autor miał na myśli – może tytułowego daktyla? Dla mnie to po prostu śmietankowa wanilia w subtelnej odsłonie. Ale chyba jestem prostakiem, bo znalazłam taki opis tego zapachu popełniony przez producenta: „Bardzo kobiecy, owocowo-waniliowy zapach z nutą lukrecji, a w sercu anyż i cynamon delikatnie połączony z wiśnią i pieprzem, na ciepłej bazie miodu i nut drzewa cedrowego”…. A jak do tego dodać, że „Zapachy kosmetyków Bio Happy Cosmetics powstają w Grasse i są tworzone przez mistrzów perfumeryjnych, francuską firmę, która od wieków specjalizuje się w luksusowych perfumach. Zapachy są tworzone w 100% z naturalnych i organicznych surowców, jak olejki eteryczne i ich pochodne uzyskiwane tylko metodami fizycznymi jak destylacja czy tłoczenie na zimno” to wychodzi, że mój nos zbytnim wyrafinowaniem nie grzeszy. Ale zapach no ładny bardzo!

W mój gust trafia też opakowanie. Wekowe opakowania estetycznie uwielbiam, choć walorów praktycznych nie mają one żadnych. To jest wyjątkowo oporne na otwieranie, a jeszcze bardziej na zamykanie. Ale co mi tam, jak dobija punkty do wieczornej radochy!
 

Dr Organic, Krem do stóp z miodem manuka

Niby tylko krem do stóp, a jednak fajny. A ja raczej niekoniecznie czuje, żeby moje stopy potrzebowały jakiś specjalnych smarowideł. To bardziej kwestia organizacyjna- ciało i twarz smaruje po wieczornej kąpieli, a nie zawsze bezpośrednio po niej kładę się do łóżka. Dlatego lubię mieć na nocnej szafce oddzielny produkt do stóp, aby móc je posmarować tuż przed położeniem się i nie musieć już chodzić. A skoro już mam mieć oddzielny produkt, to czemu nie miałby być stopom dedykowany.

Ten jest i znajduje to odzwierciedlenie w jego składzie. Zawiera substancje dezodorujące i pochłaniające wilgoć. Jest gęsty i bardzo wydajny, myślę, że mogę mieć problem z wykończeniem go w rok, a tyle jest ważny po otwarciu. Pachnie miodowo-manukowo, niekoniecznie ładnie według mnie, ale ani sztucznie ani męcząco. I w końcu to krem do stop, a stopy są stosunkowo daleko od nosa.

Super jest w tym kremie to, że wchłania się do matu. Skóra staje się gładziutka i taka jakby upudrowana. Właściwie można by go zastosować nawet na dzień, bo pomaga utrzymać stopy w suchości. A przy tym bynajmniej nie wysusza, jak to się czasem dzieje przy tego typu produktach. Krem dobrze zmiękcza, odżywia i nawilża. To naprawdę dobry krem do stóp, a w według moich kryteriów takie bywają rzadko. 
 

Majru, Olej kawowy

To cudo podpatrzyłam jakiś czas temu u Akiny. Nierafinowany, zimnotłoczony olej z prażonych ziaren kawy. Prażoną nutę wyraźnie można wywąchać w przecudnie rozbudzającym zapachu oleju. Olej kawowy pomaga rozbić tkankę tłuszczową i pozbyć się cellulitu. Ujędrnia, wygładza i uelastycznia, poprawia sprężystość skóry oraz mikrokrążenie krwi. Świetnie nadaje się więc do ciała, pod oczy, aby wspomóc walkę z cieniami i opuchlizną oraz na skórę głowy, by stymulować włosy do wzrostu. U mnie służył głównie do klasycznego masażu lub wmasowania po szczotkowaniu na sucho oraz w połączeniu z fusami jako domowy peeling. 30 ml minęło jak sen i pozostawiło po sobie wielki niedosyt i ogromny apetyt na więcej.

EcoLab, Antycellulitowy peeling do ciała

Eolab to moja ulubiona rosyjska marka. Trafiam u niej na dużo fajnych produktów: krem do rąk z awocado, szampony z ylang -ylang i keratyną, peeling rozgrzewający, francuskie mleczko do ciała, spray termoochronny do włosów. Całkiem całkiem były też odżywki do włosów, peelingi kawowe, krem do stóp czy maseczki algowe. Nie znaczy to, że nie było wtop. Za takowe uważam serum do ciała, masło z guaraną czy żel pod prysznic Tajskie Mango.

Antycellulitowy peeling do ciała zdecydowanie zalicza się do tych fajnych rzeczy. Pod względem formuły to gęsta pasta o średniej mocy zdzierania, nietłusta i niepozostawiająca tłustego filmu na skórze. Ma dobrą przyczepność, jest wydajna. Pod wpływem wody staje się kremowa, dobrze się spłukuje. Zostawia na skórze wrażenie gładkiego filmu niemającego, jak już wspomniałam, nic wspólnego z tłustością. Ta formuła jest dokładnie taka sama, jak w rozgrzewającej wersji peelingu Eolab oraz jak np. w peelingach Organic Shop czy Le Cafe de Beaute.

To, co pozytywnie wyróżnia ten konkretny peeling antycellulitowy, to zapach. Dla mnie taki jabłkowo – gruszkowy, trochę mi się kojarzy z kompotem z suszu. Jest to aromat sztuczny, ale skomponowany według mnie z dużym umiarem i wyczuciem. Lubiłam, mogłabym wrócić.
 

Essano Beauty, Tumeric Facial Mask

Maseczka jest promiennie żółtym, gęstym kremem, który trzymamy na skórze do kwadransa, a potem zmywamy. Swój obłędny kolorek zawdzięcza tytułowej kurkumie. Krem dobrze się rozprowadza, jest fajnie wilgotny, nietłusty. Przysycha lekko na skórze, również dobrze się zmywa.

Działa na moją skórę fenomenalnie. Delikatnie oczyszcza i odświeża, świetnie odżywia, całkiem nieźle też nawilża, bardzo ładnie wycisza zaczerwienienia, wyrównuje kolor skóry, zmiękcza ją, a zarazem delikatnie napina. Najlepiej sprawdzała mi się wieczorami. Po jej zastosowaniu ograniczałam dalszą pielęgnację twarzy do nałożenia lekkiego kremu ( czyli jak na mnie ograniczałam bardzo bardzo mocno). Bardzo fajny kosmetyk!
 

Jardin, Owsiano – nagietkowe mleczko do demakijażu

Nazwanie tego cudaka po prostu mleczkiem jest według mnie krzywdzacym uproszczeniem. Klasyczne mleczko to dla mnie biały płyn. A tu produkt ma ciekawą konsystencję – coś jak trochę rzadszy budyń lub gęstsza owsianka. Jest nieco kremowy, choć przy tym wilgotny. Wilgotny, ale kompletnie nietłusty. Masa jest beżowa, a dryfują w niej żółte płatki nagietka, co uwielbiam. W moich oczach takie drobiazgi czynią kosmetyk bardziej atrakcyjnym. Nazywam to organicznym charakterem. Podobnie jest w peelingu rozmarynowym Iossi czy masce Glow Up Alkemie.

Mleczko Jardin jest robione ręcznie z takich składników jak m.in.: płatki owsiane, płatki nagietka, olej słonecznikowy, olej z pestek ogórka. Zawiera emulgator i konserwant. Pachnie trochę zbożowo- owsiankowo, bardzo łagodnie. Zapakowane jest szkło oraz płócienny woreczek ze ściągaczem. Ma to swój urok i woreczek można potem wykorzystać, ale ja i tak jestem zwolenniczką minimalizowania ilości opakowań.
Do demakijażu mleczko spisuje się wyśmienicie. Dobrze się je nabiera, nie ucieka. Szybko emulguje, leciutko sunie po skórze, w żadnym momencie nie daje uczucia tłustości. Zmywa wszystko. Nadaje się również do demakijażu oczu, nie zostawia mgły, nie szczypie. Spłukuje się dosłownie niepostrzeżenie. Nie wysusza, nie ściąga skóry.
Używałam go głównie do demakijażu, ale również czasem solo do porannego odświeżenia. Mleczko zostawia skórę miękką i bardzo przyjemną w dotyku. To drugi, po olejku BeLoved, preparat do demakijażu z emulgatorem, który w moim odczuciu faktycznie spłukuje się całkowicie. I ogółem, mega ciekawy i fajny kosmetyk według mnie. Producent poleca go również w formie maski, jednak na tym polu mnie nie porwał, bo maski to ja mam lepsze i szkoda mi było tak go używać.
 
 

Babo, Antystresowe serum do twarzy

Miejski konkurent Hagi i Resibo. W taką właśnie kategorię wpisuje się moim zdaniem antystresowe serum Babo. Obiecuje ono skórze relaks i blask oraz rozjaśnienie i nawilżenie. Ma narzędzia ku temu w postaci solidnych zawodników w składzie. Są to m.in.: oleje ze śliwki i ryżu, ekstrakty z wąkroty azjatyckiej, sosny, ryżu, kakaowca, a przede wszystkim z kilku gatunków alg. I teraz pojawia się lekki niepokój… czy smród alg wszeogarnia świat tuż po otwarciu opakowania? Ależ skąd! Jest całkiem odwrotnie – serce napawa się radością, bo przez nos napływa do niego cudna, orzechowo – kakaowa woń.

Otwierane opakowanie to butelka z eleganckiego, matowego szkła. Wyposażona jest w pompkę, co w teorii jest super, ale tu w praktyce rodzi kilka zgrzytów – pompka trochę pluje, czasem się zacina i ciężko nasuwa się na nią nakrętkę.

Z opakowania wydostaje się serum w formie kremu, a bardziej precyzyjnie będzie napisać o formule lekkiego mleczka. Jeżeli Resibo i Detox Hagi były dla Was za ciężkie, tu powinniście być zadowoleni. Babo jest rzadkie, choć nie aż tak by samoistnie spływać. Łatwo się rozprowadza i szybko wchłania, dzięki czemu świetnie nadaje się na dzień, bo pozwala zaoszczędzić rano cenny czas. Makijaż można na nie aplikować natychmiast, bez zbędnej zwłoki. Ładnie utrzymuje podkład zapewniając jednocześnie mojej skórze komfort przez cały dzień. Serum dobrze ją odżywia i nawilża, uspokaja i wycisza, czyli istotnie: relaksuje. Nie przypisałabym mu natomiast działania rozjaśniającego. 

Preferowałam to serum w opcji dziennej, choć nie oparłam się spróbowaniu również na noc. Wieczorami najlepiej spisywało mi się w konfiguracji: żel hialuronowy, serum Babo w opcji kremu i kropelka oleju. Była to, jak na mnie, opcja skromna, z efektem w porządku. Ze względu na formułę nie łączyłam Babo z kremem, bo nie lubię podwójnego kremowania.

POPULARNE POSTY

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You cannot copy content of this page
Ta strona wykorzystuje pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie.
Ta strona wykorzystuje pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie.